Pt wieczór, 24.09.2010.
Odległość: 16km w jedną stronę.
Trasa biegnie maksymalnym skrótem z Witomina na Bojano (90% to drogi polne i leśne, 10% asfaltem). Na wysokości Kielna dołącza do nas pozostała część ekipy i razem kierujemy się nad jezioro Marchowo w poszukiwaniu miejsca na ognisko. Drewno mieliśmy własne (jedna osoba była samochodem) więc z rozpaleniem nie było problemu. Wokół cisza i spokój, czasem w krzakach słychać było jakieś zwierzę, troszkę dalej przebiegł lis, jeden podszedł nawet dość blisko, i albo był oswojony albo wściekły bo nasze próby przepłoszenia nie bardzo na nim robiły wrażenie.. W końcu sobie poszedł.. Możliwe, że przyciągnął go zapach pieczonych kiełbasek. Na świeżym powietrzu jednak tak wszystkim smakowały, że lisowi się nie dostało ani kawałka..
Powrót tą samą drogą którą przyjechaliśmy.. Trzeba przyznać, że prognozy się sprawdziły i pogoda dopisała, niebo było bezchmurne.. odcinki leśne bezwietrzne ;-) a w odkrytym terenie czasem wiał nawet ciepły wiatr.. Wypad na tyle udany, że na pewno go jeszcze powtórzymy.. :-)
Linki: - mapa -
jez.Marchowo - ognisko at EveryTrail
EveryTrail - Find trail maps for California and beyond
niedziela, 26 września 2010
niedziela, 12 września 2010
Na skróty z Koleczkowa
Ndz. 12.09.2010. Kolejny piękny, słoneczny dzień. Wróciło lato! :-)
Na dziś zaplanowałem sobie krótki wypad na 3h, ok 40km.
Celem było sprawdzenie kilku ścieżek do późniejszego wykorzystania przy planowaniu dłuższych tras. Jak dotąd drogę przez Koleczkowo na Witomino przyszło mi pokonywać nie raz i zawsze kto by wycieczkę nie prowadził cisnęliśmy asfaltem prawie do samego Chwarzna.. Dzisiaj udało mi się sprawdzić alternatywną trasę, wiodącą polnymi ścieżkami a do tego krótszą.. Całość okazała się przejezdna, żadnych ślepych uliczek, niewiele wzniesień, trasa szybka. Na pewno wykorzystam przejechane odcinki planując przyszłe wycieczki.. polecam!
Fotki w galerii wydawać się mogą troszkę nużące.. starałem się ująć nawierzchnię pokonywanych ścieżek, także na zdjęciach same drogi :-P
Linki: - mapa -
Na skróty z Koleczkowa at EveryTrail
EveryTrail - Find trail maps for California and beyond
Na dziś zaplanowałem sobie krótki wypad na 3h, ok 40km.
Celem było sprawdzenie kilku ścieżek do późniejszego wykorzystania przy planowaniu dłuższych tras. Jak dotąd drogę przez Koleczkowo na Witomino przyszło mi pokonywać nie raz i zawsze kto by wycieczkę nie prowadził cisnęliśmy asfaltem prawie do samego Chwarzna.. Dzisiaj udało mi się sprawdzić alternatywną trasę, wiodącą polnymi ścieżkami a do tego krótszą.. Całość okazała się przejezdna, żadnych ślepych uliczek, niewiele wzniesień, trasa szybka. Na pewno wykorzystam przejechane odcinki planując przyszłe wycieczki.. polecam!
Fotki w galerii wydawać się mogą troszkę nużące.. starałem się ująć nawierzchnię pokonywanych ścieżek, także na zdjęciach same drogi :-P
Linki: - mapa -
Na skróty z Koleczkowa at EveryTrail
EveryTrail - Find trail maps for California and beyond
sobota, 11 września 2010
Light ścieżkami rowerowymi na PGE Arena Gdańsk
Ndz. 05.09.2010r. Deszczowy ranek wymusił na nas zmianę planów. O godz. 8.30 zdecydowaliśmy, że odpuszczamy planowane na dziś Gniewino. Nikomu nie uśmiechały się zmagania z błotem na leśnych ścieżkach.. Od godz. 10.30 zaczęło wypogadzać się. Postanowiliśmy przeczekać i wybadać kierunek zmian pogodowych w ciągu najbliższej godziny.
Ponieważ było coraz słoneczniej o g.12.00 wyruszyliśmy na wycieczkę. Najsensowniejszą trasą po tak intensywnych opadach wydawały się ścieżki rowerowe.
Wyruszyliśmy z Gdyni Redłowo na wysokości przystanku SKM. Początkowy odcinek pokonaliśmy wzdłuż głównej drogi, w Sopocie wbiliśmy się na ścieżkę rowerową. Ruch był mały, więc jechało się bardzo komfortowo.
Ścieżka skończyła się w Nowym Porcie przy Urzędzie Celnym. Objeżdżając ogrodzony teren dookoła dotarliśmy do Latarni Morskiej. Nieco dalej odwiedziliśmy będący w budowie stadion PGE ARENA Gdańsk.
Na powrót do Gdyni wybraliśmy na przemian przeplatające się chodniki i ścieżki rowerowe wzdłuż głównej drogi przecinającej Trójmiasto.
Wycieczka krótka ale cel osiągnięty - rozprostować nieco stare kości :-P.
Odwiedzone obiekty:
1. Historyczna Latarnia Morska w Gdańsku
Zbudowana w latach 1893-94, mierzy 27 metrów wysokości. Od początku służyła potrójnemu celowi: jako latarnia morska, wieża pilotów portowych i baza słynnej Kuli Czasu, której podniesienie i spadek w każde południe pozwalało kapitanom statków stojących na redzie portu na precyzyjne nastawianie chronometrów okrętowych, niezbędne dla dokładnej nawigacji.
Latarnia Morska w Gdańsku przeszła do historii światowej, gdy 01.09.1939r. o godz. 4:45 rano (dwie minuty przed pancernikiem "Schleswig-Holstein") strzałami z niej w kierunku polskiego Westerplatte Niemcy rozpoczęły II Wojnę Światową.
Obecnie Kula Czasu opada 5x dziennie o godz. 10, 12, 14, 16 i 18. Ma średnicę 1,7m i waży 70kg. Latarnia dostępna jest dla zwiedzających odpłatnie.
www:
http://latarnia.gda.pl/pl/index.php
http://www.trojmiasto.pl/1
http://www.trojmiasto.pl/2
http://www.trojmiasto.pl/3
2. PGE Arena Gdańsk
Kraj: Polska
Miasto: Gdańsk
Klub: KS Lechia Gdańsk
Pojemność: 44 000 widzów
Wymiary: 236 x 203 x 45 metrów
Powierzchnia działki: 33,9 ha
Powierzchnia użytkowa: 36 600 m2
Projekt: RKW Rhode Kellermann Wawrowsky
Czas budowy: 2008 - 2010
Koszt: 645 mln zł
W ramach rozgrywek mistrzostw europy w roku 2012 odbędą się tu 3 mecze grupowe i 1 mecz ćwierćfinałowy
www:
http://pgearenagdansk.pl/
http://bieg2012.pl
Będąc w tamtych rejonach warto zapuścić się nieco dalej i odwiedzić Twierdzę Wisłoujście oraz Westerplatte. (-link do relacji z takiego wypadu z 2009r.-)
Pokonany dystans: 42km
Linki: - mapa - galeria -
Light ścieżkami rowerowymi na PGE Arena Gdańsk at EveryTrail
EveryTrail - Find the best hikes in California and beyond
Ponieważ było coraz słoneczniej o g.12.00 wyruszyliśmy na wycieczkę. Najsensowniejszą trasą po tak intensywnych opadach wydawały się ścieżki rowerowe.
Wyruszyliśmy z Gdyni Redłowo na wysokości przystanku SKM. Początkowy odcinek pokonaliśmy wzdłuż głównej drogi, w Sopocie wbiliśmy się na ścieżkę rowerową. Ruch był mały, więc jechało się bardzo komfortowo.
Ścieżka skończyła się w Nowym Porcie przy Urzędzie Celnym. Objeżdżając ogrodzony teren dookoła dotarliśmy do Latarni Morskiej. Nieco dalej odwiedziliśmy będący w budowie stadion PGE ARENA Gdańsk.
Na powrót do Gdyni wybraliśmy na przemian przeplatające się chodniki i ścieżki rowerowe wzdłuż głównej drogi przecinającej Trójmiasto.
Wycieczka krótka ale cel osiągnięty - rozprostować nieco stare kości :-P.
Odwiedzone obiekty:
1. Historyczna Latarnia Morska w Gdańsku
![]() |
| źródło: www.trojmiasto.pl |
Latarnia Morska w Gdańsku przeszła do historii światowej, gdy 01.09.1939r. o godz. 4:45 rano (dwie minuty przed pancernikiem "Schleswig-Holstein") strzałami z niej w kierunku polskiego Westerplatte Niemcy rozpoczęły II Wojnę Światową.
Obecnie Kula Czasu opada 5x dziennie o godz. 10, 12, 14, 16 i 18. Ma średnicę 1,7m i waży 70kg. Latarnia dostępna jest dla zwiedzających odpłatnie.
www:
http://latarnia.gda.pl/pl/index.php
http://www.trojmiasto.pl/1
http://www.trojmiasto.pl/2
http://www.trojmiasto.pl/3
2. PGE Arena Gdańsk
![]() |
| źródło: www.bieg2012.pl |
Miasto: Gdańsk
Klub: KS Lechia Gdańsk
Pojemność: 44 000 widzów
Wymiary: 236 x 203 x 45 metrów
Powierzchnia działki: 33,9 ha
Powierzchnia użytkowa: 36 600 m2
Projekt: RKW Rhode Kellermann Wawrowsky
Czas budowy: 2008 - 2010
Koszt: 645 mln zł
W ramach rozgrywek mistrzostw europy w roku 2012 odbędą się tu 3 mecze grupowe i 1 mecz ćwierćfinałowy
www:
http://pgearenagdansk.pl/
http://bieg2012.pl
Będąc w tamtych rejonach warto zapuścić się nieco dalej i odwiedzić Twierdzę Wisłoujście oraz Westerplatte. (-link do relacji z takiego wypadu z 2009r.-)
Pokonany dystans: 42km
Linki: - mapa - galeria -
Light ścieżkami rowerowymi na PGE Arena Gdańsk at EveryTrail
EveryTrail - Find the best hikes in California and beyond
środa, 1 września 2010
Skocznia narciarska, której już nie ma, czyli liczenie szprych na Szlaku Wzgórz Szymbarskich
Dolina Radości jest jednym z najbardziej urokliwych miejsc Trójmiejskiego Parku Krajobrazowego. To właśnie tutaj w 1932 roku wybudowano największą na Pomorzu skocznię narciarską, z rozbiegiem o długości 10 metrów. Jeszcze w latach 50-tych odbywały się na niej zawody sportowe, lecz dzisiaj po drewnianej konstrukcji pozostały jedynie wspomnienia i stare fotografie.
Gdy po raz pierwszy przeczytałem o starej skoczni oliwskiej sądziłem, iż na dalekiej północy jednak można się poczuć jak na dalekim południu. Gdańsk to wprawdzie nie Zakopane, a i Małysza fruwającego po trójmiejskim niebie daremnie wypatrywać, ale, pomyślałem z dumą, Wybrzeże to morza szum, ptaków śpiew i… na nartach latają. Słowem, cała Polska w jednym miejscu. Rozczarowanie przyszło jednak szybko - skocznia, owszem była, ale dawno temu...
Do Doliny Radości dostać się można m. in. czarnym Szlakiem Wzgórz Szymbarskich. Rozpoczynamy więc z kolegą Szuszonem naszą wyprawę w Sopocie, w niedzielne popołudnie, po niedzielnym obiedzie i weekendowym lenistwie, bez kasków, bez błotników, zadowoleni z siebie, a jakże...
Podjazd na Łysą Górę to tylko rozgrzewka przed tym co nastąpić musi. W lesie czekają na nas bowiem strome serpentyny i niebezpieczne dla szprych i przerzutkowych wózków zjazdy. W pewnych miejscach widać, jakie spustoszenie czyni silny wiatr - zawalone drzewami drogi, wszechobecne gałęzie owijające się wokół kół i wypełnione błotem koleiny po paru minutach pedałowania już nas nie dziwią. Strome i śliskie podjazdy to dla nas znak, że rower wrzucamy na plecy i heja ! Dalej w górę na piechotę. Uroku wyprawie dodaje siarczysty deszcz, który wali na nas niemiłosiernie w rejonie tzw. Wzniesienia Marii. Cóż, nikt z nas nie spodziewał się takiego obrotu sprawy (przy tym niedzielnym obiadku), no, ale jak już cisnąć, to na całego. Błoto na twarzy podobno pomaga na cerę.
Nimbostratusy w końcu znikają za horyzontem, a my docieramy na wzgórze, zaraz przed stromym zjazdem do Doliny Radości. Naszym oczom ukazuje się parujący las - widok naprawdę niesamowity, który uświadamia mi, że warto było tu się wczołgać na dwóch kołach. Jak wynika z mapy niedaleko powinna znajdować się stara skocznia - szukam więc, już bez roweru, w gęstwinie jej śladów. Szuszon, przemoczony, czeka cierpliwie na dole, a ja błądzę, błądzę i nic - pod stopami tylko stroma góra, dookoła - młode drzewka. Wyraźnie zawiedziony wracam z powrotem i odjeżdżamy. Odbyta parę chwil później rozmowa z panem działkowiczem, tylko utwierdza mnie w przekonaniu, że po obiekcie nic już nie zostało, choć jeszcze w latach 80-tych znajdowały się na wzniesieniu drewniane elementy skoczni.
Szkoda, że nikt nie zadbał o ochronę tej zabytkowej konstrukcji sportowej - byłaby to jedna z najciekawszych, bo nietypowych atrakcji turystycznych naszego regionu. Z kolei budowa skoczni narciarskiej, ale już w nowoczesnej formie (a takie pomysły się pojawiły), może okazać się szkodliwa dla ekosystemu Doliny Radości i słusznie, że władze TPK nie chcą na nią wyrazić zgody.
Co do czarnego Szlaku Wzgórz Szymbarskich to należy stwierdzić, iż tylko wyostrzyliśmy sobie na niego apetyt. Nota bene początki trasy winny nosić nazwę "Wzgórz Trójmiejskich", bo zanim się do Szymbarka dojedzie to łydy dwukrotnie zwiększają swoją objętość. Przebycie niewielkiego odcinka (raptem 12 km ze 121) do Oliwy było trudne, gdyż aura i nadmorskie wicherki znacznie skomplikowały sprawę. No ale cóż mogę teraz napisać... Przecież o to chodziło! W końcu nie należymy do osób, które po niedzielnym obiedzie lubią poleniuchować.
Galeria
Do Doliny Radości dostać się można m. in. czarnym Szlakiem Wzgórz Szymbarskich. Rozpoczynamy więc z kolegą Szuszonem naszą wyprawę w Sopocie, w niedzielne popołudnie, po niedzielnym obiedzie i weekendowym lenistwie, bez kasków, bez błotników, zadowoleni z siebie, a jakże...
Podjazd na Łysą Górę to tylko rozgrzewka przed tym co nastąpić musi. W lesie czekają na nas bowiem strome serpentyny i niebezpieczne dla szprych i przerzutkowych wózków zjazdy. W pewnych miejscach widać, jakie spustoszenie czyni silny wiatr - zawalone drzewami drogi, wszechobecne gałęzie owijające się wokół kół i wypełnione błotem koleiny po paru minutach pedałowania już nas nie dziwią. Strome i śliskie podjazdy to dla nas znak, że rower wrzucamy na plecy i heja ! Dalej w górę na piechotę. Uroku wyprawie dodaje siarczysty deszcz, który wali na nas niemiłosiernie w rejonie tzw. Wzniesienia Marii. Cóż, nikt z nas nie spodziewał się takiego obrotu sprawy (przy tym niedzielnym obiadku), no, ale jak już cisnąć, to na całego. Błoto na twarzy podobno pomaga na cerę.
Nimbostratusy w końcu znikają za horyzontem, a my docieramy na wzgórze, zaraz przed stromym zjazdem do Doliny Radości. Naszym oczom ukazuje się parujący las - widok naprawdę niesamowity, który uświadamia mi, że warto było tu się wczołgać na dwóch kołach. Jak wynika z mapy niedaleko powinna znajdować się stara skocznia - szukam więc, już bez roweru, w gęstwinie jej śladów. Szuszon, przemoczony, czeka cierpliwie na dole, a ja błądzę, błądzę i nic - pod stopami tylko stroma góra, dookoła - młode drzewka. Wyraźnie zawiedziony wracam z powrotem i odjeżdżamy. Odbyta parę chwil później rozmowa z panem działkowiczem, tylko utwierdza mnie w przekonaniu, że po obiekcie nic już nie zostało, choć jeszcze w latach 80-tych znajdowały się na wzniesieniu drewniane elementy skoczni.
Szkoda, że nikt nie zadbał o ochronę tej zabytkowej konstrukcji sportowej - byłaby to jedna z najciekawszych, bo nietypowych atrakcji turystycznych naszego regionu. Z kolei budowa skoczni narciarskiej, ale już w nowoczesnej formie (a takie pomysły się pojawiły), może okazać się szkodliwa dla ekosystemu Doliny Radości i słusznie, że władze TPK nie chcą na nią wyrazić zgody.
Co do czarnego Szlaku Wzgórz Szymbarskich to należy stwierdzić, iż tylko wyostrzyliśmy sobie na niego apetyt. Nota bene początki trasy winny nosić nazwę "Wzgórz Trójmiejskich", bo zanim się do Szymbarka dojedzie to łydy dwukrotnie zwiększają swoją objętość. Przebycie niewielkiego odcinka (raptem 12 km ze 121) do Oliwy było trudne, gdyż aura i nadmorskie wicherki znacznie skomplikowały sprawę. No ale cóż mogę teraz napisać... Przecież o to chodziło! W końcu nie należymy do osób, które po niedzielnym obiedzie lubią poleniuchować.
Galeria
wtorek, 31 sierpnia 2010
Wyprawa na wyspy Uznam i Rugia
Odległość: ok.300km
Trasa: Świnoujście – Karlshagen – Peenemunde – Freest – Loissin – Greifswald – Stahlbrode – Glewitz – Zicker – Garz – Pitbus – Sellin – Sassnitz – Hagen – Sagard – Lietzow – Bergen – Garz – Gustow – Stralsund
Grupa: Trzy osoby
Nasz sprzęt: Przyczepka Extrawheel + sakwy. Na przyczepce wieźliśmy 4 os. namiot oraz wyposażenie moje i kolegi Janusza . Reszta była w sakwach.
Nasza wyprawa na wyspy Uznam i Rugia zakończyła się prawie pełnym sukcesem. Zabrakło nam jednego dnia aby zwiedzić drugą część wyspy Rugia i skalisty przylądek Kap Arkona. Spowodowane to było 3 godzinnym opóźnieniem przy podróży pociągiem z Gdyni do Starogardu Szczecińskiego a następnie niewielkimi komplikacjami przy połączeniu pomiędzy Starogardem a Świnoujściem.
Pogoda dopisywała prawie przez całą wyprawę, oprócz ostatniego dnia kiedy to w środku lasu zaskoczyło nas oberwanie chmury. Przez pozostałe dni temperatura była optymalna a niebo na tyle pochmurne że słońce nie męczyło.
Wstawaliśmy przeważnie przed 9.00 rano aby móc jak najwięcej przejechać. Jednak częste postoje w celu podziwiania widoków oraz nieudane próby skracania drogi powodowały że z końcem dnia trzeba było nadrabiać kilometry.
Nocowaliśmy na polach namiotowych(m.in. przed Kalrshagen i w Hagen). Tu trzeba dodać, że znacząco się one różnią od naszych. Oprócz takich rzeczy jak prysznice z ciepłą wodą można było np. obejrzeć film kinie. Cena od osoby + namiot wahała się od 8-13 Euro za dobę.
Miejsca które warto zobaczyć to na pewno Peenemünde i NatrionalPark Jasmund. W Peenemünde w czasie II wojny światowej mieścił się niemiecki ośrodek badań nad nowymi broniami III Rzeczy m.in. nad broniami V-1 i V-2. Obecnie jest tam muzeum które można zwiedzić(tu muszę uprzedzić że jego zwiedzanie zajmuje ok. 2 godz). W Parku Jasmund za cenę 8 euro można wejść na najwyższy klif(Königsstuhl) i podziwiać okazałe kredowe wybrzeże klifowe. Znajduje się tu także najwyższe wzniesienie Rugii – Piekberg (161 m n.p.m.). Podjazd z przyczepką na to wzniesienie był nie lada wyzwaniem.
Na pochwałę na pewno zasługują dobrze przygotowane trasy rowerowe. Są one świetnie oznaczone. Wielokrotnie są to wydzielone trasy asfaltowe, które wiją się wzdłuż normalnych dróg. Na samej wyspie można spotkać autobusy z wydzielonymi przyczepkami na rowery(coś czego nie uraczymy w Polsce)
Podsumowując wyprawa była udana a samą trasę można uznać za bardzo dobrą dla rowerzystów. Oczywiście nie udało nam się zwiedzić wszystkiego. Może to i dobrze? Wciąż mam powód, żeby tam wrócić.
Trasa: Świnoujście – Karlshagen – Peenemunde – Freest – Loissin – Greifswald – Stahlbrode – Glewitz – Zicker – Garz – Pitbus – Sellin – Sassnitz – Hagen – Sagard – Lietzow – Bergen – Garz – Gustow – Stralsund
Grupa: Trzy osobyNasz sprzęt: Przyczepka Extrawheel + sakwy. Na przyczepce wieźliśmy 4 os. namiot oraz wyposażenie moje i kolegi Janusza . Reszta była w sakwach.
Nasza wyprawa na wyspy Uznam i Rugia zakończyła się prawie pełnym sukcesem. Zabrakło nam jednego dnia aby zwiedzić drugą część wyspy Rugia i skalisty przylądek Kap Arkona. Spowodowane to było 3 godzinnym opóźnieniem przy podróży pociągiem z Gdyni do Starogardu Szczecińskiego a następnie niewielkimi komplikacjami przy połączeniu pomiędzy Starogardem a Świnoujściem.
Pogoda dopisywała prawie przez całą wyprawę, oprócz ostatniego dnia kiedy to w środku lasu zaskoczyło nas oberwanie chmury. Przez pozostałe dni temperatura była optymalna a niebo na tyle pochmurne że słońce nie męczyło. Wstawaliśmy przeważnie przed 9.00 rano aby móc jak najwięcej przejechać. Jednak częste postoje w celu podziwiania widoków oraz nieudane próby skracania drogi powodowały że z końcem dnia trzeba było nadrabiać kilometry.
Nocowaliśmy na polach namiotowych(m.in. przed Kalrshagen i w Hagen). Tu trzeba dodać, że znacząco się one różnią od naszych. Oprócz takich rzeczy jak prysznice z ciepłą wodą można było np. obejrzeć film kinie. Cena od osoby + namiot wahała się od 8-13 Euro za dobę. Miejsca które warto zobaczyć to na pewno Peenemünde i NatrionalPark Jasmund. W Peenemünde w czasie II wojny światowej mieścił się niemiecki ośrodek badań nad nowymi broniami III Rzeczy m.in. nad broniami V-1 i V-2. Obecnie jest tam muzeum które można zwiedzić(tu muszę uprzedzić że jego zwiedzanie zajmuje ok. 2 godz). W Parku Jasmund za cenę 8 euro można wejść na najwyższy klif(Königsstuhl) i podziwiać okazałe kredowe wybrzeże klifowe. Znajduje się tu także najwyższe wzniesienie Rugii – Piekberg (161 m n.p.m.). Podjazd z przyczepką na to wzniesienie był nie lada wyzwaniem.
Na pochwałę na pewno zasługują dobrze przygotowane trasy rowerowe. Są one świetnie oznaczone. Wielokrotnie są to wydzielone trasy asfaltowe, które wiją się wzdłuż normalnych dróg. Na samej wyspie można spotkać autobusy z wydzielonymi przyczepkami na rowery(coś czego nie uraczymy w Polsce)
Podsumowując wyprawa była udana a samą trasę można uznać za bardzo dobrą dla rowerzystów. Oczywiście nie udało nam się zwiedzić wszystkiego. Może to i dobrze? Wciąż mam powód, żeby tam wrócić.
środa, 25 sierpnia 2010
Lębork - Gdynia (szlakiem niebieskim)
Odległość: 85km
Pierwszy sklep po: 40km(!)
Koszt biletu SKM: 9zł + 1zł rower
Trasa: Lębork - Barłomino - Milwino - Dąbrówka - Przetoczyno - Sopieszyno - Nowy Dwór Wejherowski - Bieszkowice - Koleczkowo - Chwarzno - Witomino.
Trasy nie udało się nam zakończyć zgodnie z planem. Ze względu na spore opady deszczu zdecydowaliśmy się pokonać ostatnie kilometry drogami asfaltowymi.
Zacznijmy jednak od początku.
Ndz. g.9:59, SKMką ruszamy z Gdyni Redłowo. Na jednym z kolejnych przystanków dołącza reszta grupy.. W Lęborku jesteśmy o godz. 11.20. Peron opuszczamy w jedynym możliwym kierunku.. okazuje się jednak, że jesteśmy po złej stronie torów.. W pierwszym lepszym miejscu przeprawiamy się na właściwą stronę i trochę po omacku ruszamy w kierunku gdzie GPS wskazuje początek ścieżki rowerowej Lębork. Początek jest łatwy. Nawierzchnię stanowią ułożone w lesie betonowe płyty. Pogoda jest piękna, bardzo słonecznie i ciepło. Deszczowe prognozy na popołudnie wydają się być niewiarygodne. Ścieżka rowerowa szybko się kończy, po zmianie nawierzchni z ubitej na typowo leśną wnioskujemy, że wjechaliśmy właśnie na szlak rowerowy niebieski, zaraz też pojawiają się oznaczenia z rowerem w tym właśnie kolorze. W krótkim czasie pojawiają się pierwsze trudności..
mocno grząski piasek na ścieżce wymusza na nas zejście z rowerów i przejście tych kilkuset metrów prowadząc nasze jednoślady. Jak się okazało, takich odcinków dalej również nie brakowało.. w sumie było ich ok 3ch-4ch. Pierwszy dłuugi podjazd sprawił nam frajdę.. w końcu można się było troszkę zmęczyć.. drugi budził już mniejszą radość, a kolejne przywodziły na myśl czarny scenariusz, jak to do domów wracamy w okolicach północy..
Podjazdów było naprawdę sporo, poza jednym wszystkie do zaliczenia, choćby na najlżejszym przełożeniu.. Trzeba od razu zaznaczyć, że trasa bogata była w tej samej proporcji w zjazdy, równie dłuuugie, na których udawało nam się rozwijać niezłe prędkości.. Upalna pogoda oraz spory wysiłek związany z pokonywanymi kolejnymi wzniesieniami spowodował, że dość szybko wysuszyliśmy swoje bidony. Wkrótce też zgłodnieliśmy. Przerwę na drugie śniadanie odwlekaliśmy jednak w nadziei, ze w krótce będziemy mijać jakiś sklep, gdzie uzupełnimy zapasy wody. W końcu nie wytrzymaliśmy i o godz. 14.30 zatrzymaliśmy się na małe 'am'. Pierwszy sklep na szlaku mijaliśmy dopiero o godz. 16.30, tj. po 40km(!) - we wsi Barłomino. Kolejny sklep odwiedziliśmy we wsi Milwino. Od ok godz. 15.00 dochodziły nas odgłosy burzy, gdzieś w oddali. Mieliśmy cichą nadzieję, że przejdzie bokiem.
Jednak jak o 17.00 lunęło, to w kilka minut nie było na nas suchej nitki. Ponieważ las nie jest najlepszym miejscem na przeczekanie burzy, przyśpieszyliśmy nieco, żeby znaleźć lepsze miejsce na schronienie. Tempo dla odmiany nadawała Kasia, która jakiś czas temu uznała, że wycieczka jest zdecydowanie za długa i tak jak dotąd zamykała grupę kontemplując piękne okoliczności przyrody w wygodnym dla siebie tempie tak teraz nasuwały się podejrzenia, czy czasem nie ma gdzieś zamontowanego silniczka. Schronienie udało nam się znaleźć w pobliskim gospodarstwie. Wjechaliśmy bez pytania w jedyne otwarte wrota przy stodole. Jak się okazało, był to garaż, otwarty bo zaraz miał pojawić się gospodarz domu. Gospodyni jak nas zobaczyła, zaprosiła do środka, pozwoliła przeczekać deszcz w przedsionku :-). Gdy grzecznie poinformowaliśmy, że my w tym garażu możemy przeczekać, oznajmiła nam, że woli mieć nas na oku ;-). Poza tym była bardzo miła, a i gospodarz jak wrócił oferował nam transport z rowerami do samej Gdyni (odpłatnie oczywiście). Ambitnie stwierdziliśmy, że taka wersja powrotu jednak nie wchodzi w grę...
Ponieważ całkiem nie chciało przestać padać, ruszyliśmy dalej w lekkim deszczu. Wystarczył krótki odcinek w błocie i przenikającym przemoczone ciuchy chłodnym wietrze, żeby nasze myśli skierowały się w kierunku maksymalnego uproszczenia dalszego odcinka dzielącego nas od domów. Jak się okazało, niektórzy mieli to szczęście na wyciągnięcie telefonu komórkowego. We wsi Dąbrówka, część grupy z lepszym zapleczem technicznym, przesiadła się na cztero-kołowy środek transportu i wygodnie pomknęła na gorącą herbatę do domu.
Ja z Mateuszem również postanowiliśmy docisnąć nieco szybciej do Gdyni. W ramach upraszczania odpuściliśmy planowaną trasę wiodącą lasami, a dokładnie dalszy kawałek szlakiem czerwonym, i krótki odcinek czarnym - zamiast tego zdecydowaliśmy się nadłożyć trochę km ale w szybszym tempie poruszać się drogami asfaltowymi.
Dalej właściwie nie ma co opisywać, bo poza mokrymi gaciami (jazda bez błotnika) i wszechobecnym błotem na rowerach i na nas, nic się nie działo. Na Witominie byliśmy o godz. 21.05 :-)
Trasa na pewno ciekawa, warto jednak wyruszyć o wcześniejszej porze, zabrać duuużo napojów, no i zamówić słoneczną pogodę na cały dzień.
Zauważyliśmy również, że szlak którym się poruszaliśmy (niebieski) dostępny na stronie leśnictwa, przedwcześnie sugeruje jazdę na południe (ok 2km za wsią Milwino) - nie ma tam przejazdu. Z lektury map GoogleEarth, można przypuszczać, że nieco dalej jest ścieżka, która pozwoli wrócić na ślad udostępniony przez leśnictwo. My poruszając się dalej za Dąbrówką wróciliśmy na szlak oznaczony niebieskim rowerem. Możliwe, że szlak ten kiedyś przebiegał właśnie tamtędy, bo kompletnie nie pokrywał się ze śladem na GPSie wg którego mieliśmy pierwotnie się poruszać.
Linki: - mapa - galeria - opis szlaku na stronie Nadleśnictwa Lębork -
Lębork - Gdynia (szlakiem niebieskim) at EveryTrail
Plan your trips with EveryTrail Mobile Travel Guides
Pierwszy sklep po: 40km(!)
Koszt biletu SKM: 9zł + 1zł rower
Trasa: Lębork - Barłomino - Milwino - Dąbrówka - Przetoczyno - Sopieszyno - Nowy Dwór Wejherowski - Bieszkowice - Koleczkowo - Chwarzno - Witomino.
Trasy nie udało się nam zakończyć zgodnie z planem. Ze względu na spore opady deszczu zdecydowaliśmy się pokonać ostatnie kilometry drogami asfaltowymi.
Zacznijmy jednak od początku.
Ndz. g.9:59, SKMką ruszamy z Gdyni Redłowo. Na jednym z kolejnych przystanków dołącza reszta grupy.. W Lęborku jesteśmy o godz. 11.20. Peron opuszczamy w jedynym możliwym kierunku.. okazuje się jednak, że jesteśmy po złej stronie torów.. W pierwszym lepszym miejscu przeprawiamy się na właściwą stronę i trochę po omacku ruszamy w kierunku gdzie GPS wskazuje początek ścieżki rowerowej Lębork. Początek jest łatwy. Nawierzchnię stanowią ułożone w lesie betonowe płyty. Pogoda jest piękna, bardzo słonecznie i ciepło. Deszczowe prognozy na popołudnie wydają się być niewiarygodne. Ścieżka rowerowa szybko się kończy, po zmianie nawierzchni z ubitej na typowo leśną wnioskujemy, że wjechaliśmy właśnie na szlak rowerowy niebieski, zaraz też pojawiają się oznaczenia z rowerem w tym właśnie kolorze. W krótkim czasie pojawiają się pierwsze trudności..
mocno grząski piasek na ścieżce wymusza na nas zejście z rowerów i przejście tych kilkuset metrów prowadząc nasze jednoślady. Jak się okazało, takich odcinków dalej również nie brakowało.. w sumie było ich ok 3ch-4ch. Pierwszy dłuugi podjazd sprawił nam frajdę.. w końcu można się było troszkę zmęczyć.. drugi budził już mniejszą radość, a kolejne przywodziły na myśl czarny scenariusz, jak to do domów wracamy w okolicach północy..
Podjazdów było naprawdę sporo, poza jednym wszystkie do zaliczenia, choćby na najlżejszym przełożeniu.. Trzeba od razu zaznaczyć, że trasa bogata była w tej samej proporcji w zjazdy, równie dłuuugie, na których udawało nam się rozwijać niezłe prędkości.. Upalna pogoda oraz spory wysiłek związany z pokonywanymi kolejnymi wzniesieniami spowodował, że dość szybko wysuszyliśmy swoje bidony. Wkrótce też zgłodnieliśmy. Przerwę na drugie śniadanie odwlekaliśmy jednak w nadziei, ze w krótce będziemy mijać jakiś sklep, gdzie uzupełnimy zapasy wody. W końcu nie wytrzymaliśmy i o godz. 14.30 zatrzymaliśmy się na małe 'am'. Pierwszy sklep na szlaku mijaliśmy dopiero o godz. 16.30, tj. po 40km(!) - we wsi Barłomino. Kolejny sklep odwiedziliśmy we wsi Milwino. Od ok godz. 15.00 dochodziły nas odgłosy burzy, gdzieś w oddali. Mieliśmy cichą nadzieję, że przejdzie bokiem.
Jednak jak o 17.00 lunęło, to w kilka minut nie było na nas suchej nitki. Ponieważ las nie jest najlepszym miejscem na przeczekanie burzy, przyśpieszyliśmy nieco, żeby znaleźć lepsze miejsce na schronienie. Tempo dla odmiany nadawała Kasia, która jakiś czas temu uznała, że wycieczka jest zdecydowanie za długa i tak jak dotąd zamykała grupę kontemplując piękne okoliczności przyrody w wygodnym dla siebie tempie tak teraz nasuwały się podejrzenia, czy czasem nie ma gdzieś zamontowanego silniczka. Schronienie udało nam się znaleźć w pobliskim gospodarstwie. Wjechaliśmy bez pytania w jedyne otwarte wrota przy stodole. Jak się okazało, był to garaż, otwarty bo zaraz miał pojawić się gospodarz domu. Gospodyni jak nas zobaczyła, zaprosiła do środka, pozwoliła przeczekać deszcz w przedsionku :-). Gdy grzecznie poinformowaliśmy, że my w tym garażu możemy przeczekać, oznajmiła nam, że woli mieć nas na oku ;-). Poza tym była bardzo miła, a i gospodarz jak wrócił oferował nam transport z rowerami do samej Gdyni (odpłatnie oczywiście). Ambitnie stwierdziliśmy, że taka wersja powrotu jednak nie wchodzi w grę...
Ponieważ całkiem nie chciało przestać padać, ruszyliśmy dalej w lekkim deszczu. Wystarczył krótki odcinek w błocie i przenikającym przemoczone ciuchy chłodnym wietrze, żeby nasze myśli skierowały się w kierunku maksymalnego uproszczenia dalszego odcinka dzielącego nas od domów. Jak się okazało, niektórzy mieli to szczęście na wyciągnięcie telefonu komórkowego. We wsi Dąbrówka, część grupy z lepszym zapleczem technicznym, przesiadła się na cztero-kołowy środek transportu i wygodnie pomknęła na gorącą herbatę do domu.
Ja z Mateuszem również postanowiliśmy docisnąć nieco szybciej do Gdyni. W ramach upraszczania odpuściliśmy planowaną trasę wiodącą lasami, a dokładnie dalszy kawałek szlakiem czerwonym, i krótki odcinek czarnym - zamiast tego zdecydowaliśmy się nadłożyć trochę km ale w szybszym tempie poruszać się drogami asfaltowymi.
Dalej właściwie nie ma co opisywać, bo poza mokrymi gaciami (jazda bez błotnika) i wszechobecnym błotem na rowerach i na nas, nic się nie działo. Na Witominie byliśmy o godz. 21.05 :-)
Trasa na pewno ciekawa, warto jednak wyruszyć o wcześniejszej porze, zabrać duuużo napojów, no i zamówić słoneczną pogodę na cały dzień.
Zauważyliśmy również, że szlak którym się poruszaliśmy (niebieski) dostępny na stronie leśnictwa, przedwcześnie sugeruje jazdę na południe (ok 2km za wsią Milwino) - nie ma tam przejazdu. Z lektury map GoogleEarth, można przypuszczać, że nieco dalej jest ścieżka, która pozwoli wrócić na ślad udostępniony przez leśnictwo. My poruszając się dalej za Dąbrówką wróciliśmy na szlak oznaczony niebieskim rowerem. Możliwe, że szlak ten kiedyś przebiegał właśnie tamtędy, bo kompletnie nie pokrywał się ze śladem na GPSie wg którego mieliśmy pierwotnie się poruszać.
Linki: - mapa - galeria - opis szlaku na stronie Nadleśnictwa Lębork -
Lębork - Gdynia (szlakiem niebieskim) at EveryTrail
Plan your trips with EveryTrail Mobile Travel Guides
czwartek, 19 sierpnia 2010
Kołami do góry nad jeziorem Kamień
To była słoneczna niedziela - pogoda w sam raz na to, aby opaloną podczas pedałowania facjatę wymoczyć z ulgą w rześkiej wodzie jeziora Kamień.
Frekwencja dopisała i to grubo, nie doceniliśmy widocznie sympatyków dwóch kółek zgromadzonych wokół Grupy Rowerowej Trójmiasto, z którym mieliśmy niewątpliwą przyjemność podróżować tego dnia. Silną ekipą 38 solidnie "uzbrojonych" rowerzystów ruszyliśmy na oliwskie ulice (gdańscy kierowcy mieli szczęście,że w roli dyrygentów ruchu wystąpili tego dnia policjanci). Droga wiodła asfaltem i lasem, polną ścieżką i łąką, a kilometry upływały nam pod kołami w przyjemnej atmosferze rozmów i wymiany własnych doświadczeń z uczestnikami wycieczki. Tempo podróży cechowały interwały: zdarzały się nieliczne strome podjazdy, ale i odcinki na pustych szosach, gdzie naprawdę można było rozwinąć rowerowe skrzydła.
Spragnieni orzeźwienia dotarliśmy nad jezioro Kamień, aby w pełni zrelaksować się w wodach tego popularnego akwenu. Każdy spożył co tam miał dobrego, po czym ruszyliśmy w drogę powrotną. Część odbiła wcześniej na Gdańsk, a my, z resztą docisnęliśmy na Witomino i do Orłowa, gdzie zakończyliśmy wyprawę.
Ta niedzielna wycieczka stała się dla nas okazją do spotkania ludzi, którzy tak jak my uwielbiają wyprawy na dwóch kołach i aktywne spędzanie czasu oraz, dla mnie osobiście, poznania tajników mechaniki rowerowej. Wiemy teraz także jak profesjonalnie organizuje się wyprawę rowerową z dużą liczbą uczestników, aby wszyscy bezpiecznie wrócili do domu. Miłe towarzystwo, piękna pogoda i rower - czego można chcieć więcej ?
Linki: - mapa - galeria -
Gdynia - Oliwa - jez.Kamień at EveryTrail
Plan your trips with EveryTrail iPhone Travel Guides
Frekwencja dopisała i to grubo, nie doceniliśmy widocznie sympatyków dwóch kółek zgromadzonych wokół Grupy Rowerowej Trójmiasto, z którym mieliśmy niewątpliwą przyjemność podróżować tego dnia. Silną ekipą 38 solidnie "uzbrojonych" rowerzystów ruszyliśmy na oliwskie ulice (gdańscy kierowcy mieli szczęście,że w roli dyrygentów ruchu wystąpili tego dnia policjanci). Droga wiodła asfaltem i lasem, polną ścieżką i łąką, a kilometry upływały nam pod kołami w przyjemnej atmosferze rozmów i wymiany własnych doświadczeń z uczestnikami wycieczki. Tempo podróży cechowały interwały: zdarzały się nieliczne strome podjazdy, ale i odcinki na pustych szosach, gdzie naprawdę można było rozwinąć rowerowe skrzydła.
Spragnieni orzeźwienia dotarliśmy nad jezioro Kamień, aby w pełni zrelaksować się w wodach tego popularnego akwenu. Każdy spożył co tam miał dobrego, po czym ruszyliśmy w drogę powrotną. Część odbiła wcześniej na Gdańsk, a my, z resztą docisnęliśmy na Witomino i do Orłowa, gdzie zakończyliśmy wyprawę.
Ta niedzielna wycieczka stała się dla nas okazją do spotkania ludzi, którzy tak jak my uwielbiają wyprawy na dwóch kołach i aktywne spędzanie czasu oraz, dla mnie osobiście, poznania tajników mechaniki rowerowej. Wiemy teraz także jak profesjonalnie organizuje się wyprawę rowerową z dużą liczbą uczestników, aby wszyscy bezpiecznie wrócili do domu. Miłe towarzystwo, piękna pogoda i rower - czego można chcieć więcej ?
Linki: - mapa - galeria -
Gdynia - Oliwa - jez.Kamień at EveryTrail
Plan your trips with EveryTrail iPhone Travel Guides
Subskrybuj:
Posty (Atom)









